Mój największy copywriterski sekret

Jakie są Twoje ulubione smaki lodów? Ja najbardziej lubię śmietankowe, palone masło (mmmm…) i słony karmel. Przynajmniej to były moje hity w zeszłym roku. Teraz jednak, kochani… drobnymi kroczkami (…ale jednak) zbliża się do nas kolejny sezon lodowy i trzeba się do niego dobrze przygotować.

W tym e-mailu zdradzę Ci mój prywatny, copywriterski sekret, jak za pomocą kilku magicznych słów zahipnotyzować sprzedawcę lodów, tak żeby nałożył Ci ich więęęęększą porcję. Serio. Bez żadnej ściemy. Sprawdzałem ten sposób wielokrotnie i działa! Jeżeli lubisz lody, ten e-mail może być dla Ciebie gejmczendżerem. A więc przejdźmy do konkretów.

Najpierw trochę teorii. Znasz metodę torowania, z ang. priming? Pozwól, że teraz się chwilę pomądrzę wsparty Wikipedią.

Priming

Jest to zjawisko polegające na zwiększeniu prawdopodobieństwa wykorzystania określonej kategorii poznawczej w procesach percepcyjnych i myślowych wskutek wielokrotnej ekspozycji bodźca zaliczanego do tej kategorii, bądź semantycznie lub afektywnie (cokolwiek to słowo znaczy) powiązanego z tą kategorią.

Źródło: Wikipedia.

Teraz po ludzku. Komunikaty, które wysyłasz, wywołują u odbiorcy nieświadome reakcje i mogą aktywizować konkretne emocje i schematy działania. Tymi komunikatami mogą być słowa, mogą to być gesty, mogą to być obrazy.

Przykładowo, jeżeli zależy Ci na tym, żeby przekonać kogoś do swojej idei – słowami kluczami będą „otwartość”, „zmiana”, „elastyczność”. Być może zanim porozmawiasz z kimś o swojej propozycji, mimochodem opowiesz historię, w której ktoś działał w sposób otwarty, przełamujący swoje blokady i ograniczenia. Może w ten sposób zaczniesz swoją kolejną prezentację lub ofertę handlową? Tego typu torowanie komunikatu umożliwi aktywowanie u odbiorcy schematu związanego z taką właśnie percepcją.

No dobra, ale my tutaj rozmawiamy o dużo ważniejszych sprawach. Jak, do cholery, zaczarować lodziarza!? To jest wyzwanie, którym warto się zająć!

Otóż, opowiem Ci, jak ja to robię. Kiedy nadchodzi moja kolej i wiem, które smaki wybrać… Co nie zawsze ma miejsce, bo często dopada mnie „panika smakowa”…

Panika smakowa – za Wikipedią – to stan, w którym zdecydowałeś się, jakie smaki wybrać, ale tuż przed tym, jak składasz zamówienie, cały Twój plan bierze w łeb i zamawiasz jakieś idiotyczne smaki, z których ostatecznie nie jesteś zadowolony. Klasyk.

Ale do rzeczy. 
Przyjmijmy, że wiem, jakie smaki wybrać. Śmietnika, karmel, jogurt (koniecznie w tej kolejności – jogurt to najlepsze zakończenie). No więc podchodzę do okienka i zaczynam mój spektakl lodowego torowania:

BARDZO DUŻO
 tutaj smaków… (robię gest rękoma pokazujący, jak dużo tych smaków)
WIELKI WYBÓR…

OLBRZYMI…


Pani nie takich dziwaków widziała… więc spokojnie czeka…

WIELKA PROŚBA 
o śmietankę…
Teraz BARDZO proszę o karmel
OGROMNIE
 dziękuję… I jeszcze jogurt.

W krakowskim GoodLood panie kładą taką porcję na wagę, więc od razu mogę sprawdzić, czy i tym razem mój copywriterski eksperyment się udał. I zazwyczaj moja porcja jest przynajmniej o kilkanaście gramów większa od porcji mojej żony. Może to po prostu urok osobisty…

Może pani sobie myśli: Gość ma nierówno pod sufitem, przynajmniej niech się lodów naje.

Tak czy inaczej mój sposób działa i teraz doprowadzi do bankructwa branżę lodziarską w Polsce.

Już widzę te tłumy ludzi machających rękoma, nadymających policzki, wymyślających coraz to bardziej pokręcone scenariusze rozmów.

Ma Pani GIGANTYCZNE usta, DUŻO bym dał, żeby…Bam, fanga w nos.

Kazimierz Wielki… też pewnie jadł lody… Aleksander Wielki też… Pistacjowe poproszę…

Proszę pani… zanim Pani nałoży mi lody, proszę… zerknąć na mój wielki biceps…

Rozpętałem lodowe piekło!

Do dzieła, kochani!

Sezon lodowy czas zacząć!

Pamiętajcie, żeby nie spanikować ze smakami. Tylko spokój może nas utorować… przepraszam, uratować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *