Zasada wzajemności w praktyce

Były czasy, w których dość często wygrywałem różnego rodzaju konkursy na hasło.

Wygrałem na przykład wycieczkę na Kretę w konkursie organizowanym przez Bank Śląski. 

Na Krecie poznałem pewnego Greka – Nikosa. Opowiedział mi o swojej narzeczonej z Warszawy. Kiedy wracałem do Polski, poprosił mnie o dostarczanie jej drobnego upominku.

Przyleciałem do Polski. Po kilku dniach zadzwoniłem do narzeczonej Nikosa żeby przekazać jej prezent.

Umówiliśmy się w pubie Zielona Gęś. Przy piwie rozmowa zeszła na temat mojego szczęścia w różnych konkursach. Opowiedziałem jej jak wygrałem kiedyś telewizor (w innej loterii) oraz o mojej wycieczce na Kretę.

Gdy tak sobie rozmawialiśmy w pubie trwał właśnie event zorganizowany przez markę papierosów LM (tak to były dawne czasy).

Nie za bardzo zwracałem uwagę na to, co się dzieje, bo odbywało się to w zupełnie innej części sali.

W pewnym momencie dotarło do mnie, że trwa właśnie konkurs polegający na odgadywaniu tematów muzycznych z różnych filmów. Nie jest to moja bajka (mówię o muzyce, bo filmy lubię).

Rozmawialiśmy sobie przy piwie, a konkurs był gdzieś w tle. Co chwilę ktoś wygrywał nagrodę – bilety do kina. W pewnym momencie słyszę jak prowadzący mówi do mikrofonu.

„To już będzie ostatni kawałek: bardzo trudny. Zobaczymy jak sobie poradzicie”

Jestem z tych ambitnych. Wiecie, rozumiecie. Lubię wyzwania.
I puszcza muzykę. Słucham. Skądś to znam. Na sali cisza nikt nie wie co to za kawałek. Już wiem! Kupiłem tę płytę przed kilku laty, kiedy przez rok mieszkałem w USA.

Soundtrack z filmu Crow 2. Nic dziwnego, że nikt tego nie zna. Przecież to mega nisza i tylko głupi fart sprawił, że miałem ten album. Wcale zresztą nie jest jakiś super.

Mówię wiec głośno: „Muzyka z filmu The Crow”.

No i właśnie w ten sposób wygrałem przypadkiem dwa bilety do kina. Dziewczyna, której właśnie przed sekundą opowiadałem o moim szczęściu była w lekkim szoku.

I tak naprawdę tutaj dopiero zaczyna się historia, którą chcę Ci opowiedzieć.

No więc mam te dwa bilety. Niczego nie przeczuwając, razem z kumplem Grześkiem udaliśmy się do kina Iluzjon i stawiliśmy się przed jego drzwiami o wyznaczonej godzinie.

Drzwi zamknięte, zniecierpliwiony tłumek wokół nas. W końcu otwierają się drzwi.

Ludzie wlewają się do środka. Pierwsi z nich otrzymują darmowe kubki z popcornem od hostess ubranych w koszulki z logo LM. Dla nas nie starczyło.

Siadamy na wyznaczonych miejscach i czekamy aż sala się zapełni. Kiedy już wszyscy usiedli nagle na scenie pod ekranem pojawił się koleś z mikrofonem.

„ Witam wszystkich na pokazie filmu „Straszny dom”, którego sponsorem jest firma LM. Oj za chwilę będzie się tutaj działo! Będą szalone konkursy i nagrody. Czeka nas mnóstwo zabawy z LM, Jeeeee!

Patrzymy na siebie z kumplem. O co chodzi? Miał być film… a tu nagle wyskakuje ten kolo i robi szopkę… i zaczęło do nas docierać, w jaką to perfidną pułapkę zostaliśmy zwabieni.

Darmowe bilety okazały się przynętą, która skusiła ponad stu ludzi w sidła półgodzinnego (!) propagandowego eventu z dymkiem w tle.

„Zapraszam na scenę trójkę śmiałków, którzy wezmą udział w naszym pierwszym konkursie.”

O dziwo podniosło się kilka rąk. Konferansjer wytypował trzy osoby. Wyszli na scenę.

„Oto pierwsza filmowa konkurencja przygotowana przez markę LM! Już za chwilę na ekranie pojawią się fragmenty filmów, należy… uwaga… należy odegrać zaprezentowaną scenkę filmową. Kto to zrobi najlepiej otrzyma nagrodę.”

Pierwsze dwie osoby otrzymały dość proste zadania. Z tego co pamiętam jeden z panów musiał poruszać się w zwolnionym tempie jak Jim Carrey w filmie „Ace Ventura”.

Uczestnicząca w konkursie pani również poradziła sobie dość dobrze. Przyszła kolej na ostatniego uczestnika.

Mocno zestresowany młody człowiek w ortalionowym dresie spojrzał na ekran. Tam pojawiła się scenka z filmu „Jaś Fasola – nadciąga totalny kataklizm”. Scena w łazience, gdy Pan Fasola zmoczył sobie spodnie i charakterystycznym ruchem kopulacyjnym stara się je wysuszyć korzystając z suszarki do rąk. Zresztą, co ja się będę rozpisywał…

Gdy urywek filmowy się skończył na całej sali pojawił się lekki uśmieszek politowania.

Chłopak zapadł się w sobie jeszcze bardziej.

Odwrócił tyłem do sali i zaczął wykonywać ruchy podobne do tych, które przed chwilą zobaczył w filmie. Był tak zestresowany, że stracił chyba poczucie czasu. Na sali zaległa martwa cisza, a ten biedak odbywał wirtualny stosunek przez kilkanaście  długich sekund

Bardzo przykry widok. W końcu konferansjer wyrwał go z tego transu i zachęcił salę do oklasków. Konkurs wygrał koleś od Ace Ventury. Uczestnicy konkursu wrócili na swoje miejsca.

„ Świetnie! Zapraszam więc na kolejny konkurs! Potrzebuję trzy chętne osoby…”

I tu się chłopak przeliczył. Po mocnych wrażeniach w ostatniej, fantastycznej konkurencji – nikt, dosłownie NIKT nie chciał wyjść na scenę.

Już wtedy przyszło mi do głowy pytanie: „Dlaczego pozwalamy sobie na takie traktowanie?

Przecież przyszliśmy do kina na film – a nie na marketingową szopkę?”

I od razu nasuwa się odpowiedź: dlatego, że nie zapłaciliśmy za bilety.

Jeżeli dostaliśmy coś za darmo – czujemy się zobligowani do znoszenia takich upokorzeń. 
Ta myśl powróciła do mnie jeszcze raz tego wieczora. Ale o tym za chwilę…

Nasz konferansjer miał pewnie w swoim kontrakcie przeprowadzenie więcej niż jednego konkursu. To że do udziału w kolejnej zabawie nie chciało się zgłosić nawet pół osoby było mu całkowicie nie na rękę. Musiał zacząć działać.

„Może Pani?” wskazał na panią w trzecim rzędzie. Pani pokiwała przecząco głową.

„A może Pan?”. Skucha.

Głos prowadzącego zaczął robić się coraz bardziej nerwowy. Zszedł ze sceny i z mikrofonem w ręku zaczął przechadzać się wzdłuż rzędów. Jeszcze kilka osób mu odmówiło.

Atmosfera stawała się coraz bardziej gęsta. Ludzie nerwowo spuszczali wzrok starając się nie wpaść mu w oko. W końcu widać było, że nasz wodzirej zdecydował się działać bardziej radykalnie. Podszedł do ostatniego rzędu i zwrócił się do dziewczyny siedzącej dość blisko niego.

„Na pewno Pani chce wziąć udział w tym konkursie”. Dziewczyna zaprzeczyła.

„No proszę się nie wstydzić, to będzie bardzo prosta konkurencja”. Nie dała za wygraną…

Ale i konferansjer postanowił tym razem nie poddawać się tak łatwo. Sięgnął po oręż, w starciu z którym nie wiele osób potrafi się obronić.

„ Zachęćmy Panią brawami!” – spryciarz, prawda? Najlepszy copywriter by tego nie wymyślił.

Na sali pojawiły się dość skąpe oklaski. Tłum a ciekawością oczekiwał jaka będzie jej decyzja.

Kiedy prowadzący znowu chciał już coś powiedzieć, z głośników usłyszeliśmy lekko przytłumiony, ale rozpoznawalny głos chłopaka siedzącego obok dziewczyny:

„spier… koleś”.

Tego już było za wiele. Doprowadzony do ostateczności konferansjer wycofując się na scenę upatrzył sobie nieszczęśnika siedzącego tuż koło mnie i zwrócił się do niego tymi słowami:

„Popcorn pan jadł? To MUSI pan wziąć udział w konkursie!”

Biedny chłopak spojrzał na pudełko po popcornie, który otrzymał od hostessy przy wejściu do kina. Przez chwilę szamotał się wewnętrznie, ale cóż miał zrobić… przecież jadł kurde ten darmowy popcorn od LM’a… musi iść.

Spojrzeliśmy wtedy na siebie z kumplem i stwierdziliśmy, że nic jeszcze nie wiemy po psychologii. Od tamtej pory powiedzenie: „Popcorn pan jadł?” to jeden z naszych hitów.

Później już nie wydarzyło się nic ciekawego. Konferansjer po przełamaniu lodów dokooptował dwie kolejne osoby na scenę i konkurs się odbył. Po jakimś czasie udało nam się nawet zobaczyć film. Nie wiele z niego pamiętam. Ale event LM’a był niezapomniany. Pewne dla wielu uczestników tego wydarzenia.

Zasada wzajemności ma wielką moc. Pamiętaj o tym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *