Zmiany zawsze są dobre. Choć nie zawsze od razu o tym wiemy.

Z

Po 5 latach pracy w agencjach reklamowych miałem dość. Znudziło mi się. Chciałem robić inne rzeczy. Wzywała mnie wielka pasja do pisania scenariszy filmowych. Próbowałem to robić równolegle z pracą copywritera, ale po prostu nie byłem w stanie pogodzić tych dwóch zajęć. Postanowiłem zrobić coś szalonego. Zaprosiłem do mojego, wynajmowanego mieszkania rodziców i otwarcie opowiedziałem im o moich życiowych rozterkach. Szczerze i bez kombinowania. A potem porosiłem ich, żeby byli moimi mecenasami przez kilka miesięcy.
Żeby dali mi szansę spróbowania się w roli scenarzysty. Poprosiłem ich o pomoc finansową.

Zgodzili się. Pomimo tego, że miałem dobrą, dobrze płatną pracę w renomowanej agencji reklamowej. Wierzyli we mnie? Może po prostu mnie kochali i chcieli dla mnie jak najlepiej. Umówiliśmy się na pół roku. Byłem podekscytowany.

Następnego dnia złożyłem wypowiedzenie na biurku mojej szefowej. Była dość zdziwiona moją decyzją, ale z drugiej strony czułem, że ją szanowała i trochę mi zazdrościła. Umówiliśmy się, że będę w pracy jeszczcze przez 2 miesiące i dopiero wtedy zacznę moją półroczną przygodę ze scenopisarstwem.

Ktoś powie, że to przypadek. Kto inny, że w życiu nie ma przypadków. Dokładnie w dniu, w którym złożyłem wypowiedzenie, na portalu randkowym napisała do mnie pewna dziewczyna. Musisz wiedzieć, że tamte czasy wyglądały zupełnie inaczej jeżeli chodzi o portale randkowe. To był rok 2001 (19 lat temu!). Na rynku były tylko dwa portale o2 i Arena.pl. Jeżeli ktoś się uparł, to mógł w jeden wieczór przejrzeć wszystkie profile zarejestrowanych tam osób.

Na chwilę zostawmy jednak ten miłosny wątek. Parę tygodni po złożeniu wypowiedzenia dostałem kolejny e-mail. Tym razem z jednej z topowych warszawskich agencji reklamowych. Napisali do mnie z propozycją zatrudnienia (wiele miesięcy wcześniej byłem u nich na rozmowie o pracę, ale wtedy się nie zdecydowali). Teraz powiedzieli, że mnie chcą, że mogę zaczynać od zaraz.

Kilka miesięcy wcześniej byłaby to praca moich marzeń. Również pensja byłaby pewnie przynajmniej o 50% wyższa. Nagle moje decyzje związane z pisaniem scenariuszy nie były już wcale takie stanowcze.

Wiem, łatwo czytając ten tekst powiedzieć: “stary zdecydowałeś się to trzymaj się tej decyzji! Podążaj za marzeniami.” Ale gdy na stole leży zaproszenie od jednej z najlepszych agencji reklamowych w Polsce, a nawet na świecie – ktoś cię tam chce, komuś na tobie zależy, to nie jest już taka zero jedynkowa decyzja.

Miałem kilka dni na decyzję. Głupio byłoby mi przed znajomymi, ale tak naprawadę głupi byłobymi przed sobą. Przede wszystkim, w całej tej sytuacji czułem, że jest to pewnego rodzaju sprawdzian od losu. Test: na ile mi zależy na moich marzeniach. Ostatnie kuszenie Jarosława.

Odmówiłem. Postanowiłem trzymać się wcześniej podjętej decyzji.

Tymczasem moja internetowa znajomość, która zbiegła się z okresem wypowiedzenia, kwitła w najlepsze. Ewa mieszkała w Krakowie. Co weekend jeździłem ją odwiedzić. Pisaliśmy do siebie e-maile. Gdy skończyłem wreszcie pracę w agencji, częściej niż w Warszawie mieszkałem w Krakowie. Potem bardzo szybko przeprowadziliśmy się do mnie na Ochotę.

Wiecie jak to jest, jak ktoś jest zakochany. Nie w głowie mu inne rzeczy. Nawet scenariusze. Wtedy życie pisze najlepsze historie. Zamiast stworzyć scenariusz, stworzyłem bardzo udany związek. Ponoć jesteśmy pierwszym w Polsce małżeństwem poznanym przez internet. Serio. Byłem nawet gościem w telewizji śniadaniowej i pisał o nas magazyn Zwierciadło.

To my.

Jesteśmy razem od 20 lat. Nasze małżeństwo to jedna wielka przygoda. Zupełnie nie żałuję, że skupiłem się wtedy na budowaniu związku zamiast na pisaniu scenariusza filmowego. Na scenariusze jeszcze mam czas. Nie porzuciłem tego marzenia odłożyłem je tylko w czasie. Jestem przekonany, że ten związek nie przetrwałby próby dystansu, gdybym wtedy nadl pracował w agencji. Potrzebowałem zrezygnować z tej pracy żeby wydarzyło się, to co miało się wydarzyć.

Każda zmiana jest dobra. A tym bardziej, gdy podejmujesz ją pod wpływem odważnych decyzji. Click To Tweet

Owszem, w tym półroczu bez pracy nie napisałem scenariusza, ale napisałem książkę. Bajkę dla dzieci “Borsuk Karol” – tutaj możecie posłuchać jej fragmentu na Audioteka.pl. Ta bajka to najlepsza rzecz jaką stworzyłem w moim dotychczasowym życiu artystycznym. Jestem z niej bardzo dumny i uważam, ją coś wartościego. Na jej podstawie powstała aplikacja w AppStore oraz audiobook. Nigdy jednak nie została wydana jako fizyczna książka. Mam jednak zamiar żeby to się wkrótce zmieniło – i wiąże się to z ciekawym (kreatywnym, a jakże) pomysłem marketingowym.

Ale o tym w kolejnym wpisie na bloga.

Zapisz się na mój newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowych wpisach oraz być ze mną w lepszym kontakcie

O autorze

Jarek Kaniewski

Dodaj komentarz

Jarek Kaniewski

Get in touch

Quickly communicate covalent niche markets for maintainable sources. Collaboratively harness resource sucking experiences whereas cost effective meta-services.