Jak się robi sexy marketing?

Zgodzisz się ze mną, że prowadzenie strony i social mediów wymaga dużo zachodu?

Nie wystarczy skrobnąć parę słów, trzeba jeszcze zadbać o zdjęcia, grafiki, a najlepiej video. To są czasem godziny przy komputerze.

Godziny, podczas których nie wykonujemy swojej podstawowej pracy.

A wiesz, co jest najgorsze?

Czas życia takiego contentu. Badania pokazują, że wpis na Facebooku żyje średnio 5 godzin, na Instagramie 21 godzin, a na LinkedIn dobę.

Najkrócej na Twitterze – tu liczy się go w minutach. Czyli może się okazać, że dłużej będziesz coś tworzyć niż to potem będzie obecne w świadomości ludzi.

Może dlatego częściej piszę do Ciebie tutaj niż publikuję na Facebooku.

Ale zanim potraktujesz te dane jako moje błogosławieństwo do nicnierobienia, posłuchaj tej historii.

Pewien polski sklep erotyczny zrobił infografikę, która żyje w sieci już 9 rok! A mówimy o branży, która ma bardzo utrudnione możliwości promocyjne.

Ten materiał nadal krąży, choć dzisiaj łatwiej go znaleźć w clickbaitowych portalach niż w powiązaniu ze sklepem. Ale swoje już zrobił – był prawdziwym kilerem w pozycjonowaniu.

Gdy masz już dobry pomysł, to zrobienie czegoś super trwa zazwyczaj tyle samo, co zrobienie czegoś przeciętnego.


Przygotowanie tej infografiki nie kosztowało pewnie więcej czasu niż takiej, która zebrałaby kilka lajków i umarłaby śmiercią naturalną po kilku godzinach.

Różnica tkwiła w kreatywnym pomyśle. I jeszcze w pewnej kwestii technicznej, ale o tym za chwilę.

Bo pewnie chcesz już wiedzieć, co takiego było na tym obrazku. Już mówię! 

Chodziło o… 10 najczęstszych kontuzji podczas seksu. Kto nie byłby tego ciekaw, prawda?

Do czego zmierzam opowiadając tę historię?

Chcę Cię zachęcić do świadomego zarządzania swoją energią twórczą.

Czasem zamiast cisnąć na wszystkich frontach, lepiej odpuścić i dać umysłowi przestrzeń na wykreowanie jednego, ale dobrego, kreatywnego pomysłu.

Zatrzymaj się od czasu do czasu. Oderwij się od działania i otwórz się na nowe pomysły. Zaproś swój umysł do zabawy, do wymyślania rzeczy, które są od czapy – ale wciąż miej na celowniku efekt, na którym Ci zależy.

Zdziwisz się. Twój umysł uwielbia takie wyzwania. Być może na początku będzie się trochę ociągał. To normalne, gdy od dawna nie robił tego typu rzeczy. Im więcej dasz mu wolności – tym bardziej się rozochoci. Łap pomysły, które Ci podrzuca – a te najlepsze notuj, a potem wdrażaj. 


Ale mam też radę mniej filozoficzną, a bardziej praktyczną.

Badania, o których wspomniałem, pokazują, że content najdłużej żyje w Google – średnio dwa lata.

Czyli najlepiej inwestować energię we
własną stronę – jako główną platformę dla Twoich treści. Niech każda wartościowa rzecz, którą stworzysz, będzie tam zaparkowana.

Oczywiście, materiały ze strony eksportuj w cały świat (i proś o to również swoich odbiorców!). Do tego media społecznościowe są super.

Ale najlepsze treści – dopracowane, atrakcyjne, chwytliwe – niech będą po Twojej stronie Internetu. Niech działają na korzyść pozycjonowania, marki osobistej, subskrypcji newslettera, czyli tych wszystkich elementów, które przekładają się finalnie na sprzedaż.

Infografika o kontuzjach też nie miałaby żadnego seksu, znaczysensu, gdyby została opublikowana tylko w mediach społecznościowych.

Pozdrawiam i uważaj na siebie 😉